Moja krótka (na razie) historia


Moja historia Amazonki jest krótka ( na razie). Zaczęła się 5 lutego 2015 roku, kiedy to, po dość długotrwałym bólu ręki, poczułam ostry ból w okolicy piersi i pachy. Masując bolące miejsce poczułam guz pod piersią. Był bardzo bolesny. Niezwłocznie udałam się do przychodni, przy ul. Grunwaldzkiej, celem zrobienia mammografii piersi. I tak się zaczęło. Okazało się, że trzeba zrobić USG, później biopsję i czekać na wynik. W kwietniu, dwa dni po Świętach Wielkanocnych, odebrałam wynik, który brzmiał: komórki nowotworu, najprawdopodobniej rakowe, wskazana konsultacja onkologiczna.( w kopercie były adresy trzech przychodni onkologicznych). W pierwszej chwili szok i pytanie: co dalej? gdzie się udać? Wybrałam drogę do lekarza rodzinnego i był to dobry wybór. Załatwiono mi wizytę u onkologa, w szpitalu w Przemyślu. Zgodziłam się i już w następnym dniu spotkałam się z lekarzem onkologiem, który skonsultował mnie z chirurgiem. Ten zrobił mi USG piersi i zaproponował zabieg za tydzień. Najpierw zrobił biopsję. Cały czas miał nadzieję, że histopatolog nie potwierdzi raka, ale stało się inaczej. Niestety skończyło się amputacją piersi i usunięciem węzłów chłonnych. I znów oczekiwanie na wynik, który otrzymałam po czterech tygodniach. Potwierdziło się, że jest to rak złośliwy, bez przerzutów. Zastosowano leczenie: 4 chemie co 3 tygodnie. To mnie załamało, bo bardzo bałam się chemii. Wiedziałam, że wyjdą mi włosy, że trudno jest znosić tę chemię, ale los sprawił, że idąc na pierwszą terapię spotkałam znajomą, która miała już trzecią i znowu los się do mnie uśmiechnął. Moja znajoma przetarła mi szlaki, poprowadziła ze sobą na oddział, dodała otuchy, chociaż jej też nie było łatwo. Teraz jesteśmy obydwie po chemioterapii. Spotykamy się w stowarzyszeniu Jarosławskie Amazonki, do którego trafiłam dzięki niej, z czego bardzo się cieszę. Każde spotkanie z koleżankami napawa mnie nadzieją, że można jakoś sobie radzić z tą chorobą i nie poddawać się, bo najgorsze jest zwątpienie. Jest oczywiste, że nikt nie jest w stanie sprawić, żeby całkowicie zapomnieć o tej chorobie, która trwa i może w każdej chwili powrócić. Ale przebywanie z kobietami, znajdującymi się w podobnej sytuacji, możliwość pogadania o codziennych dolegliwościach, jakie nas trawią, jest potrzebne. W gronie tych koleżanek można pogadać swobodnie, nikt się nie waha odpowiedzieć na zadane pytania, które cię nurtują. Ja od niedawna chodzę na spotkania i jestem bardzo zadowolona. Piszę te zwierzenia między innymi dlatego, że jeśli jest ktoś, kto nie umie sobie radzić z chorobą, z uciążliwościami związanymi z mastektomią, niech do nas dołączy. Są to miłe spotkania, a do tego jeszcze można poprawić kondycję i sprawność fizyczną dzięki zajęciom rehabilitacyjno – rekreacyjnym. Każda z nas ćwiczy na miarę swoich możliwości, ale wszystkie bardzo się staramy. Zachęcam serdecznie. Świeżo upieczona Amazonka

Marysia