Oto moja historia
Moja historia, a właściwie mojej choroby, jest podobna do historii moich koleżanek. Wykrycie guza nie było przypadkiem, nie było podczas badania, ani samobadanie, nie było raka w mojej rodzinie. Zaobserwowałam u siebie zmiany takie jak: szybko męczyłam się, ukłucia w piersi, czasami „rwanie”, ale nie było wyczuwalne żadne zgrubienie lub guzek. Rak daje znaki. To nie prawda, że nie można go wychwycić. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Jeden jest problem, że nie koniecznie pomagają nam w tym lekarze pierwszego kontaktu czy ginekolodzy. Odwiedziłam swoich lekarzy, ale nikt nic nie wychwycił. Stwierdzono, że występują u mnie zmiany hormonalne. Przez prawie rok nie skierowano mnie na specjalistyczne badania. Zdecydowałam się na prywatne badanie mammograficzne, no i wyszła niepokojąca zmiana, w porównaniu do wyniku z 2012 roku. Teraz sprawa potoczyła się szybko: USG, biopsja i wynik, który wiele zmienił w moim życiu, a przede wszystkim ustawił moje priorytety. Od 9 grudnia 2014 roku zaczęła się moja walka z czasem. Zaczęłam szukać szpitala, który przyjąłby mnie na operacje jak najszybciej, bo w głowie ułożyłam sobie, żeby jak najszybciej „to” wyciąć. I znalazłam. Po operacji czułam się świetnie, ale znowu dostałam cios, bo wyniki histopatologiczne były zupełnie inne, niż sugerowali mi onkolog i chirurg. Niestety była chemia i niestety… peruka. To było dla mnie najgorsze. Wszystko przeszłam dzielnie i szczęśliwie. Czuję się świetnie. Mam chęć do życia. Wróciłam do pracy.
Najważniejsze, to poukładać sobie w głowie i pozytywnie myśleć.