Z wiara patrzę w przyszłość
Podczas rutynowej wizyty, w roku dwutysięcznym, ginekolog wymacał mi guzek na piersi. Ze skierowaniem w ręce pojechałam do Przeworska, gdzie trafiłam na wspaniałego lekarza, który spokojnie wytłumaczył mi sytuację w jakiej się znalazłam i uznał, że konieczna jest amputacja piersi i pachowych węzłów chłonnych. Byłam w szoku. Poddałam się operacji, bo chyba nie miałam innego wyjścia. Jako leczenie uzupełniające, zabezpieczające przed dalszym rozwojem choroby, zastosowano hormonoterapię . Czułam się fatalnie, bardzo przeżyłam utratę piersi, byłam nieszczęśliwa, zagubiona. Wstydziłam się swojego męża, nawet lekarza – kobiety. Trzy lata po mastektomii, dzięki mojej rodzinie, która znała rodzinę naszej prezeski, Marty Zadorożnej, trafiłam do Klubu Kobiet po Mastektomii „Amazonki” i moje życie zmieniło się na lepsze. Prowadzę aktywny tryb życia, chodzę na spotkania, uczestniczę w ćwiczeniach usprawniających, wycieczkach i turnusach rehabilitacyjnych w sanatorium Sanvit, w Iwoniczu Zdroju. Mam bardzo dobry kontakt z koleżankami, lubimy się, dużo rozmawiamy, nie tylko o chorobach. Po skończonej terapii byłam pod stałą kontrolą onkologiczną. Wyniki były dobre, aż do roku 2012. Po 12. latach od mastektomii przeżyłam szok, kiedy usłyszałam od lekarza, że mam guzek na drugiej piersi. Na szczęście skończyło się na wyłuskaniu i kilku naświetlaniach. Prócz przejść związanych z rakiem mam jeszcze inne dolegliwości, ale nie narzekam, cieszę każdym dniem. Dzisiaj, kiedy kończę 79 lat, naszło mnie na wspomnienia. Jestem dobre myśli i wierzę, że przede mną jeszcze wiele dobrych.