Ponad rok temu wyczułam guzek na piersi. Naprawdę nie sądziłam, że to może być coś złego. Z powodu pandemii koronawirusa czekałam trzy miesiące na wizytę u onkologa Trzy miesiące niepewności. Po biopsji usłyszałam diagnozę: Nowotwór złośliwy. Guz jest tak duży, że trzeba będzie usunąć całą pierś. To mnie zabolało! Operację zaplanowano na październik 2020 roku. Nie bałam się operacji i gdy po niej się obudziłam, to cieszyłam się, że żyję. Lekarzom, którzy przyszli na wizytę, powiedziałam:
„Dziękuję, że usunęliście mi tego raka”. Byłam wdzięczna, choć obolała.
Podczas terapii leczniczej i w domowych czynnościach wspomagających pomagał mi mąż, Krzysztof i dzieci (dorosłe) robiąc mi zastrzyki
i wykonując masaże. Tego rodzaju wsparcie jest nieocenione w takich chwilach. Dziękuję im, że zaakceptowali moją fizyczność po mastektomii
i moją chorobę również.
Rozmowy z mamą i bliskimi, przez telefon, też dały mi wiele. Stałam się odważniejsza i dzielnie zniosłam „czerwoną chemię” (chemioterapię). Niedawno znalazłam dodatkowe wsparcie i pociechę w grupie Jarosławskich Amazonek.
Jestem pewna, że Bóg i ludzie nie opuszczą mnie i będą ze mną jak do tej pory.
Kinga